Lil' Feather: psycholog Agnieszka Bojda

Psychologia dziecięcia i bajki terapeutyczne to dwie rzeczy, którymi się pasjonuję. Blog piszę z uśmiechem o dzieciach, uczuciach i świecie kobiety.

Młoda mama i jej mama, czyli o trudzie relacji między dwoma dojrzałymi kobietami.

08.22.2015

Jestem dorosła. Już dawno wyfrunęłam z ciepłego, rodzinnego gniazda. Przyleciałam z małego miasta do betonowej metropolii. Mieszkam (prawie) na swoim.  Zabiegana, rozkochana.  Jeszcze troszkę, jeszcze chwila, a będę z partnerem budować nasz mały, prywatny raj na ziemi. Tak wiele przede mną. Tymczasem, coraz częściej odbiegam myślami do mojej mamy. Rodzicielki, którą sama wkrótce zostanę.

Zastanawiam się nad naszą relacją. Analizuję, rozliczam. Porównuję się do koleżanek. Wysłuchuję różnych opowieści. Rozmyślam jaką ja chcę być mamą kiedyś, dla mojej własnej córki.

Coś wisi w powietrzu

Dla dorosłej kobiety dobra relacja z jej własną mamą jest bardzo ważna, a jednocześnie stanowi niemałe wyzwanie. Potrzebujemy rad i cennego doświadczenia, ale jednocześnie staramy się „dozować” wspólne kontakty  i „filtrujemy” przekazywane informacje na temat tego, co dzieje się w naszym życiu. Dlaczego? Gdyż nie chcemy się nasłuchać. Niby nasze relacje są w porządku, pozornie wszystko gra, ale dobrze wiemy, że jak damy się matce „rozpędzić” to znów usłyszymy: że ta nasza praca to jest jakaś dziwna i nieopłacalna, że na pewno źle się odżywiamy, że nasz partner nigdy po sobie nie sprząta i że w ogóle to my młodzi za bardzo ze wszystkim kombinujemy…. A gdyby tak można było choć raz poczuć się nie małym dzieckiem własnego rodzica, ale kimś równie dojrzałym jak on. Wyjść spod opiekuńczego skrzydła i stanąć obok, być przyjaciółką. Czy tak się da?

Czas rozliczeń i tęsknota za ideałem

Marzy nam się, by relacje z naszymi mamami były takie jak w serialach. Tam jej nowoczesna, wyluzowana postać, skupiona na sobie i pogodzona ze swoim życiem, jest idealnym materiałem na przyjaciółkę. Nie na wszystkim zna się najlepiej. Nie strofuje. Nie biadoli. Po prostu wspiera. Jest, ale tylko w razie czego. Nie wzdrygamy się na myśl o jej telefonie. Nie przygotowujemy domu na błysk przed jej przyjazdem.

Przecież wizja takiej rodzinnej przyjaźni nie może być jedynie wymysłem wybujałej wyobraźni. Zastanawiamy się jak sprawić, by nasze relacje przybrały podobną postać. Czy to druga strona powinna odpuścić czy my wziąć się w garść?

To normalne, że myśląc o posiadaniu dzieci, zastanawiamy się nad relacjami z własnymi rodzicami. Chcemy się przyjrzeć bliżej wzorcom, jakie wynieśliśmy z domu. Weryfikujemy, co było dla nas w porządku, a co nie tak. Mówimy sobie: „Ja taka nie będę.”, „Zrobię to inaczej.”, „Tych samych błędów nie popełnię!”. Budujemy nasz własny system wartości, który pragniemy przekazać dziecku. Taki czas rozliczenia naszych rodziców jest ważny dla nas, trudniejszy dla nich, ale bardzo cenny dla obu stron.

Szansa na porozumienie

Wczoraj zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka. Zwierza się: „Chciałabym poprawić relacje z mamą. Wyobrażam sobie ją i mnie siedzące obok siebie na wielkiej kanapie w salonie. Dwa ogromne kubki. Te nasze ulubione, w grochy. Zapach zielonej herbaty. Koc. Długie rozmowy i śmiech do rozpuku. Łzy dla pokrzepienia serc. Brakuje mi takich wieczorów….”.

„Pora o nie zawalczyć!” – odpowiadam.

Czas spojrzeć prawdzie w oczy – już nie jesteśmy małymi córeczkami. Nie ma nic złego w tym, że się dystansujemy. Nie powinnyśmy czuć wyrzutów sumienia, że jesteśmy zajęte swoim życiem. Już czas. Mamy prawo do autonomii i wyboru własnych dróg.  Możemy popełniać błędy i nie zgadzać się ze zdaniem rodziców. Różnimy się od nich i jesteśmy inne niż wizerunek nas w ich wyobrażeniach.

Warto zrozumieć, że dbanie o relacje z naszymi rodzicami to nie tylko ich robota, ale także nasza. Ważne jest, by wiedzieli, jakiego wsparcia obecnie potrzebujemy. Nie wszystkiego są w stanie się domyślić. Nie zawsze potrafią to zrobić. Nakierujmy ich.

Ostatnio podsłuchałam w autobusie rozmowę dwóch koleżanek. Jedna mówi do drugiej: „Żałuję, że nie zadzwoniłam wtedy do Ciebie. Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby zwierzać się matce. Zalała mnie morzem rad i tylko wyczekiwać, gdy zadzwoni zweryfikować czy już z nich skorzystałam. A ja chciałam się tylko wygadać…”.  Wiele z nas woli w takiej sytuacji, podobnie jak ta dziewczyna, potulnie przyjąć niechciane doradztwo i nie sprzeciwiać się, aby nie nasłuchać się jeszcze więcej. Nie warto jednak kulić się w sobie. Możemy przecież powiedzieć: „Wiesz, ja tak naprawdę nie potrzebuję, abyś szukała dla mnie rozwiązań. Chcę po prostu porozmawiać, bo Ci ufam.” Gdy mimo wszystko otrzymamy niechciane porady, możemy jasno podkreślić, że końcowy wybór i tak leży w naszych rękach: „Mamo, dzięki za radę, sprawdzę to, ale końcowo podejmę taką decyzję, którą sama uznam za najlepszą”.

Często zmagamy się z nieprzyjemnymi wyrzutami sumienia, że nie poświęcamy rodzicom tyle uwagi, ile oni oczekują. Moja współlokatorka ze studiów nie potrafiła poradzić sobie w sytuacji, gdy jej mama codziennie rano i wieczorem dzwoniła do niej zapytać się, co słychać. Znajomej ciężko było nie odbierać telefonów lub odmawiać rozmowy, więc zwykle, zniechęcona, zmuszała się. W takich chwilach pamiętajmy, że mamy prawo do tego, by nie mieć czasu lub po prostu ochoty porozmawiać z rodzicem. Nie zawsze będziemy przecież pod telefonem. Jeśli częstość kontaktów jest dla nas zbyt intensywna, powiedzmy wprost, że potrzebujemy więcej prywatności. Spokojnie, delikatnie, może z żartem, zasygnalizujmy, że dajemy radę i jest nam dobrze. Proponujmy sami zadzwonić za kilka dni. Być może jest przecież tak, że nasza mama czuje się w powinności nas pilnować. Robiła to przez wiele lat i trudno jej przestać. Dajmy znak, że może odpuścić.

W przypadku, kiedy czujemy, że rodzic „zapędza” się w swoich uwagach lub za bardzo ingeruje w nasze życie, koniecznie powiedzmy „stop”. Nie udawajmy, że stosujemy się do jego zaleceń. Nie okłamujmy go dla świętego spokoju. Stwarzanie pozorów nie stanowi żadnego konstruktywnego rozwiązania. Bądźmy otwarci i rozmawiajmy. Uprzejmie, spokojnie, z miłością.

Teraz nasza kolej

Możliwe, że mamy dorosłych dzieci, zupełnie nieświadomie, nie będą potrafiły zainicjować zmian. Często są one za bardzo zaangażowane, ponieważ kieruje nimi ogromne poczucie odpowiedzialności za los ich pociech oraz powinności do bezustannego spełniania nadanej im roli opiekunów. Zdarza się też, że chcą nam wynagrodzić swoje dawne błędy. Mogą również być samotne lub po prostu pragną poczuć się potrzebne.

Jeśli chcemy i czujemy się na siłach, pracujmy nad poprawą stosunków z rodzicami. Oni wciąż widzą w nas dzieci, więc pozwólmy im poznać dorosłe wersje nas samych. Uczmy ich jak należy z nami rozmawiać. Wskażmy im, w czym mogą być dla nas pomocni, a o czym chcemy decydować samodzielnie. Nie buntujmy się, że mamy same powinny się opanować i nas zrozumieć. Nie tak łatwo być idealnym rodzicem. Nie da się. Wkrótce same się o tym przekonamy.  

Agnieszka, psycholog i dziennikarka. Kocham dzieci, piszę o ich myślach i uczuciach. Cieszę się życiem.

Psycholog Agnieszka Bojda: psychoterapia dzieci i dorosłych.
Adres gabinetu: ul. Malborska 3 lok. 1, Warszawa 03-286. Tel.: 795 056 700