Lil' Feather: psycholog Agnieszka Bojda

Psychologia dziecięcia i bajki terapeutyczne to dwie rzeczy, którymi się pasjonuję. Blog piszę z uśmiechem o dzieciach, uczuciach i świecie kobiety.

O tym, jak jeden telefon mamy skłonił mnie, by bronić kruchości kobiet.

07.31.2015

Jakiś czas temu zadzwoniła do mnie mama: „Słuchaj, a może tak przyjechałabyś do domu za dwa tygodnie. Ja później mam zlecenie w Warszawie to akurat odwiozę Cię z powrotem. Od nas jest blisko do Brennej. Pomyślałam, że wykupię nam weekend w SPA. Pojeździmy rowerami po górach. Masz ochotę?”  Cisza. Milion myśli w głowie. Chcę czy nie chcę „córkowo – maminego” weekendu?  Szybko, zastanów się! „Hmm… nie wiem. Pomyślę i dam Ci znać, OK?” – odpowiadam w końcu.

Po godzinie mielenia tematu w głowie nieśmiało dochodzę do wniosku, że w sumie byłoby fajnie pojechać. Pobyć z mamą, z którą, w ciągu ostatnich lat, spędzam może łącznie półtora tygodnia rocznie. Tyle uzbiera się po zsumowaniu świątecznych dni i parogodzinnych pakietów „obiad + zakupy + kawa”, które zdarzają nam się, kiedy mama akurat ma audyt w stolicy. „Nad czym Ty się jeszcze zastanawiasz? Jedź, będzie fajnie!” – karci mnie przyjaciółka. „Zostawisz mnie aż na tydzień?! Jak ja bez Ciebie wytrzymam?!” – lamentuje ukochany. Nie, nie, to nie ten typ faceta, który swoją kobietę najchętniej zamknąłby z w złotej klatce ;). Chociaż…jakby się dłużej zastanowić … A tak na serio – nam obojgu z trudem przychodzi myśleć o rozłące. Koleżanki czasem zarzucają mi, że łączy nas pępowina. Wtedy robi mi się głupio. Zastanawiam się, czy to normalne mieć z powodu faceta  wątpliwości w sprawie babskiego weekendu SPA. Karcę siebie po chwili „ Jasne, że normalne! Znów najadłaś się medialnej papki o niezależnych kobietach!”.

Co rusz czytam wywiady ze sławnymi, wolnymi kobietami, porady, jak forsować swoje zdanie w związku oraz artykuły o sukcesach dam – indywidualistek. Gdybym brała je sobie do serca, doszłabym do wniosku, że jestem obłąkana. Ja i mój partner, funkcjonujemy bowiem we dwójkę w całkowitej symbiozie. Jedni nam zazdroszczą, inni się dziwią, niektórzy zerkają na nas z politowaniem. My, natomiast, nie wyobrażamy sobie, aby żyć inaczej.

W takich momentach jak ten telefon od mamy, gdy na horyzoncie pojawia się podróż bez Niego, uświadamiam sobie, że jestem cholerną szczęściarą. Żyję w bezpiecznej bańce, w której wszystko zdaje się funkcjonować inaczej niż na zewnątrz. Lepiej. Skonstruowaliśmy sobie świat według naszych własnych reguł gry. O tym, że są wyjątkowe, przekonujemy się za każdym razem, gdy wychylamy nos poza niewidzialną błonę i przyglądamy się innym. Męczy nas zbyt długie przebywanie poza jej granicami. Brakuje naszego rytmu dnia i rytuałów. Nawet język mamy swój własny. Pokarm również jemy specyficzny.  Jesteśmy zdrowi, silni, szczęśliwi, wspólnie pokonujemy przeszkody, opieramy na sobie.

Niech sobie gadają przebojowe koleżanki i twierdzą, że przesadzam. Niech wróżą, że opary miłości w końcu przestaną mnie odurzać i zacznę się dusić. Media również mogą próbować przekonać mnie wizerunkiem niezależnej kobiety. Silnej laski z niezłym bicem i umięśnionymi łydkami, które pozwalają jej zdobywać świat na dziesięciocentymetrowych szpilkach. Takiej, co się i wykłóci, i obroni, a na koniec złego dnia jeszcze sama wymieni oponę w samochodzie… Nie dam się jednak zbić na manowce. Podziwiam te kobiety, owszem. Są zdeterminowane. Ale z drugiej strony, nawet nie potrafię sobie wyobrazić jaką cenę płacą za tą bezustanną walkę udawadniającą na co je stać…

Podjęłam decyzję. Nie stanę w szeregach kobiet konkurujących z mężczyznami. Nie czuję tego. Nie wyobrażam sobie, bym przyjęła zmężniałe oblicze dziewczyn młodego pokolenia. Potrzeba mi faceta. Takiego co tupnie, gruchnie i w razie czego uszkodzi innych w mojej obronie. Będę kociakiem, ale nie zamierzam ostrzyć pazurów. Nie ze wszystkim jestem sobie w stanie poradzić sama i nie boję się do tego przyznać. Kiedyś wstydziłam się swojej słabości. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że moja wrażliwość i delikatność sprawi, że życie mnie zdepcze. Dziś pławię się swoją eteryczną kobiecością. Mogę być kruchą sobą i nie muszę mieć przysłowiowej twardej d… Wystarczy, że znalazłam sobie prawdziwego twardziela, który zawsze jest obok mnie. Ufam mu bezgranicznie.

Wczoraj, rozmowa dwóch koleżanek w autobusie: „Głupia jesteś, za dobra. Jeszcze nie zrozumiałaś, że zimnym su… jest w życiu łatwiej?”. Myślę sobie: ” Cóż, jeśli to prawda, bardzo się cieszę, że zawsze występują wyjątki od reguły. Zawsze było mi dużo bliżej do Gerdy, niż do Królowej Śniegu.”

Agnieszka, psycholog i dziennikarka. Kocham dzieci, piszę o ich myślach i uczuciach. Cieszę się życiem.

Psycholog Agnieszka Bojda: psychoterapia dzieci i dorosłych.
Adres gabinetu: ul. Malborska 3 lok. 1, Warszawa 03-286. Tel.: 795 056 700